WYDZIAŁY

Czuję, że zawsze mogę więcej

Dr Anna Drabarz, która porusza się na wózku, samą swoją obecnością na Wydziale Prawa robi zapewne więcej dobrego dla osób z niepełnosprawnościami niż niejeden unijny projekt. Po prostu dr Drabarz nie ma problemu z tym, że inni mają problem z jej niepełnosprawnością.

- Gdziekolwiek się nie pojawiam, pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to moja niepełnosprawność. Od tego nie ucieknę – mówi. - Ale mam świadomość, że trudniej nie jest wcale mi, tylko osobom, które spotykam, zwłaszcza po raz pierwszy. To one muszą odnaleźć się w nowej, nietypowej sytuacji. Dlatego, jeśli potrafię, staram się ułatwiać kontakt.

I chyba nikt w jej towarzystwie nie czuje się niezręcznie. Sposób, w jaki prosi o pomoc w otwarciu drzwi czy w innych czynnościach, nie sprawia, że popada się w poczucie winy za brak empatii. Po krótkiej wymianie zdań, niepełnosprawność schodzi na dalszy plan, bo cała uwaga skupia się na rozmowie z dowcipnym, energicznym i ciekawym świata człowiekiem 

- Kiedy zjawiam się na pierwszych zajęciach i studenci widzą panią wjeżdżającą na wózku, to powstaje konsternacja. Może myślą, że właśnie uczestniczą w jakimś eksperymencie społecznym – opowiada. – Zazwyczaj po pierwszym zaskoczeniu słuchacze przechodzą nad moją niepełnosprawnością do porządku dziennego. Jednak stereotypy i uprzedzenia, z których bagażem wchodzimy w nowe sytuacje, nie ułatwiają sprawy. Staram się nie oceniać reakcji zbyt kategorycznie. Mam świadomość, że ludzie mogą różnie reagować na „inność”, trzeba wypracować sposób radzenia sobie z tym.

Ponadto środowisko akademickie nie kojarzy się z naturalnym środowiskiem funkcjonowania osób z niepełnosprawnościami. No, może Stephen Hawking czy John Nash mogliby temu przeczyć, ale ich przykłady znamy głównie z mediów i wydawać się mogą dość odległe. Z drugiej strony, nauka, jeśli ma odpowiadać na prawdziwe problemy, powinna karmić się różnorodnością, czerpać z doświadczeń wielowymiarowo. Dlatego także perspektywa i potencjał osób z niepełnosprawnościami są niezbędne na uniwersytecie.

Anna Drabarz urodziła się z genetyczną chorobą. Do szkoły podstawowej wjechała na wózku. Szkołę Podstawową nr 24 na białostockim Antoniuku wspomina dobrze. Po podstawówce, głównie ze względów architektonicznych, ostatecznie wybrała Katolickie Liceum Ogólnokształcące w Białymstoku.

– Od zawsze miałam kontakt z rówieśnikami. Uczestniczyłam we wszystkich zajęciach i w życiu szkoły na ogólnych zasadach. Bez większej taryfy ulgowej. Trudny był natomiast kilkumiesięczny okres, kiedy miałam indywidualne nauczanie w domu – przyznaje. – Uważam, że ten tryb w przypadku dzieci z niepełnosprawnością ruchową to kompletna pomyłka. Socjalizacyjna funkcja szkoły jest nie do przecenienia. 

Po maturze nie myślała o studiowaniu prawa, raczej ciągnęło ją do zajęć związanych ze sztuką. W Białymstoku nie miała jednak zbyt wielu możliwości, by rozwijać się w tym kierunku. Kiedy przyszedł czas egzaminów wstępnych, podjęła spontaniczną decyzję. Studia na Wydziale Prawa UwB wspomina bardzo dobrze – przede wszystkim życzliwych wykładowców i kadrę.  Ten czas to okres, gdy Wydział Prawa pod kierunkiem prof. Leonarda Etela stawał się bardziej otwarty i przyjazny dla osób z niepełnosprawnością ruchową – wybudowano podjazd, zainstalowano windę. Bez tego udział w zajęciach i aktywność na Wydziale nie byłyby możliwe. Z tego też względu łatwiej było dr Drabarz podjąć decyzję, aby kontynuować działalność naukową pod okiem prof. Bogdana Wierzbickiego, a następnie prof. Macieja Perkowskiego w ramach seminarium doktoranckiego z zakresu prawa międzynarodowego publicznego.

- Zawsze wiedziałam, że oprócz pracy badawczej chcę stosować wiedzę w praktyce, robić coś pożytecznego dla ludzi – mówi. – Dość długo po studiach szukałam pracy i zajmowałam się różnymi rzeczami – uczyłam języków obcych, robiłam tłumaczenia, pisałam artykuły o marketingu i zarządzaniu w biznesie. W końcu wpadła mi w ręce oferta pracy na stanowisku doradcy prawnego w Fundacji Aktywizacja, która pomaga osobom z niepełnosprawnościami w poszukiwaniu pracy. Nigdy nie było to moją intencją ani marzeniem, by działać na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Tak się złożyło.

Do tej pory w Fundacji udzielam porad prawnych na rzecz tej grupy, współpracuję też z pracodawcami. Ludzie przychodzą po pomoc w kwestiach prawnych i ani moja, ani ich niepełnosprawność nie ma tu znaczenia. Sprawy dotyczą prawa pracy, długów, rozwodów, alimentów – jak w każdej kancelarii prawnej. Moje przekonanie o tym, że mogę im coś zaoferować, wynika raczej z tego, że mam doświadczenie z pracy z osobami z niepełnosprawnościami, a nie z tego, że sama jestem niepełnosprawna.

Pracę doktorską pt.: „Zasada równości szans osób niepełnosprawnych w systemie wdrażania funduszy z Unii Europejskiej”, którą obroniła w 2014 roku, oparła właśnie na tych doświadczeniach. Wkrótce otrzymała pracę w Zakładzie Prawa Międzynarodowego Publicznego. Pracuje na uczelni, współpracuje z organizacjami pozarządowymi i administracją publiczną, prowadzi własną działalność gospodarczą, w 2016 roku została Ambasadorką Konwencji ONZ o Prawach Osób z Niepełnosprawnościami. Wcale nie uważa, by tych aktywności było za wiele.

- Widzę siebie w ciągłym rozwoju, a wiem, że rozwijam się tylko poprzez kontakt z ludźmi – wyjaśnia. – Tak sobie wyobrażam swoją przyszłość: ciągle w akcji. Niespecjalnie widzę się jako klasycznego naukowca, skoncentrowanego na abstrakcyjnym problemie, oderwanego od rzeczywistości. Wolę działać i doświadczać. Dlatego lubię zajęcia ze studentami. Dyskusje z nimi dużo mi dają, wiele mnie uczą.

Czuję, że zawsze mogę więcej, lepiej. Sukcesem nie jest wygłoszenie określonej liczby wykładów, ani napisanie określonej liczby rozpraw. Szczęście daje mi uczestniczenie w zmianie, tworzenie lepszej jakości życia. To jest możliwe w każdej dziedzinie nauki i życia. Nie można jednak tracić kontaktu z drugim człowiekiem i unikać nowych wyzwań.

Urszula Dąbrowska