Czy zdalne kształcenie zmieni podejście do uczenia? I jak z powrotem do szkół poradzą sobie uczniowie?

Od ponad dwóch miesięcy uczniowie nie chodzą do szkół, a kształcenie odbywa się zdalnie. Nadal nie ma pewności, kiedy lekcje w szkolnych murach zostaną przywrócone: czy stanie się to dopiero po wakacjach, czy może jednak szybciej. Jakie problemy i wyzwania mogą wiązać z powrotem dzieci do tradycyjnych lekcji? O tym mówi dr hab. Małgorzata Głoskowska-Sołdatow prof. UwB z Wydziału Nauk o Edukacji Uniwersytetu w Białymstoku.  

- Zależy z czyjej perspektywy spojrzymy na tę sprawę. Z punktu widzenia nauczyciela problemy będą na pewno. Z tego, co w tej chwili wiemy, część najmłodszych uczniów już niedługo może wrócić do szkoły, bo placówki mają organizować zajęcia opiekuńczo-wychowawcze z możliwością prowadzenia zajęć dydaktycznych. Równolegle będzie kontynuowane zdalne kształcenie. Niektórzy nauczyciele będą zmuszeni wywiązywać się z tych dwóch zadań i to będzie dla nich ogromne wyzwanie. Jeśli chodzi o uczniów, kłopot dostrzegam zwłaszcza w kontekście różnic, jakie mogą się pogłębiać ze względu na warunki, w jakich dzieci odbywały zdalne kształcenie. Wiemy, że część z nich miała nieograniczoną możliwość korzystania z komputera i łatwy dostęp do Internetu, odpowiednie warunki do nauki oraz w razie potrzeby mogła liczyć na pomoc rodziców. Natomiast inni uczniowie z pewnością nie mieli takich komfortowych warunków. Pod tym względem to tzw. tradycyjne kształcenie, rozumiane jako uczenie się organizowane przez nauczyciela w szkole, zapewnia uczniom bardziej wyrównane szanse. Ja specjalizuję się w edukacji dzieci w młodszym wieku szkolnym, dlatego chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, a mianowicie umiejętność czytania i korzystania z mediów. Jeśli weźmiemy pod uwagę uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej, to oni często mają jeszcze problemy z czytaniem, nie mówiąc o obsłudze komputera. W nauce są mało samodzielni i w związku z tym materiały, które są im przesyłane, są nie w pełni wykorzystane i często nie spełniają swojego zadania.

Jak mówi profesor Małgorzata Głoskowska-Sołdatow, w takiej sytuacji dzieci bardzo często oczekują pomocy od dorosłych, ale nie wszyscy rodzice są w stanie im taką pomoc nieść. W efekcie dzieci, które mają gorsze przygotowanie do korzystania z mediów, mają również utrudnione zdalne nauczanie. Zdaniem ekspertki płynie z tego niezwykle ważny morał dla systemu edukacji:

- Do szkoły, nauczycieli powinno dotrzeć, jak ważna jest u uczniów, i to już od najmłodszych lat, kompetencja uczenia się. Jeśli dzieci byłyby przygotowane przez szkolę do »uczenia się«, a nie było stosowane wobec nich »nauczanie«, gdyby w mniejszym stopniu zdobywały wiedzę po śladzie na rzecz - jak się to określa w literaturze pedagogicznej - poszukiwania tego śladu, to uczniowie zapewne lepiej radziliby sobie w sytuacji, jaką mamy w tej chwili, kiedy zdani są na siebie i zmuszeni do samodzielnego uczenia się. I to jest ważna nauka płynąca z sytuacji, w jakiej znalazła się szkoła. 

Zdaniem ekspertki, raczej nieuzasadnione są natomiast wyrażane przez niektórych rodziców obawy o to, jak uczniowie poradzą sobie ze zmianą związaną z powrotem do szkoły.  

- Dłuższe przerwy w nauce i powroty do szkół nie są niczym nowym. Przecież dzieci mają regularnie dwumiesięczne wakacje, ferie, zdarzają się inne sytuacje powodujące przerwę w szkole, takie jak choroba. Dzieci bez problemu wracają do szkoły i do rytmu, w jakim odbywa się nauka. Oczywiście, po dłuższej przerwie nauczyciele zwykle przewidują jakiś okres adaptacyjny, kiedy prowadzone zajęcia mają nieco lżejszy charakter. Teraz, w czasie kwarantanny, w której ograniczone są kontakty międzyludzkie, w powrocie do szkoły dostrzegam dodatkowy walor. Dzieci odczuwają ogromne deficyty w kontaktach z rówieśnikami, więc z pewnością ruszą do szkół chętnie, po to żeby te kontakty społeczne nadrobić i wreszcie spotkać się z koleżankami, kolegami i nauczycielami.

Z powrotem do szkoły będzie się też wiązał powrót do większej regularności, systematyczności w pracy dzieci. Czy zatem rodzice też powinni pomyśleć o swoistym okresie adaptacyjnym, np. wprowadzając pociechom z wyprzedzeniem bardziej stały harmonogram dnia? Zdaniem profesor Małgorzaty Głoskowskiej-Sołdatow pewien porządek czy plan dnia w domu jest korzystny w kontekście stałych obowiązków dziecka, ale znacznie ważniejsze jest budowanie pozytywnego nastawienia do szkoły.

- Trzeba przedstawiać uczniom pozytywy wynikające z chodzenia do szkoły: spotkasz kolegów, dowiesz się wielu ciekawych rzeczy, będziesz się uczył tego, co cię interesuje, zdobywanie wiedzy to może być przygoda! Jeżeli dziecko z takim nastawieniem pójdzie do szkoły, to z motywacją do uczenia się nie będzie problemu. Nam przede wszystkim powinno zależeć na tym, żeby wzbudzić w dziecku wewnętrzną motywację. Nie tę zewnętrzną - »bo trzeba«, tylko - »bo ja chcę«. Z badań wiemy już, że małe dzieci podejmują aktywność wynikającą z wewnętrznej motywacji, natomiast szkoła poprzez swoje oddziaływanie powoduje, że ta motywacja niestety spada, a zainteresowanie uczeniem się wraz z kolejnymi latami pobytu ucznia w szkole się obniża. Jeżeli już nie potrafimy spowodować, żeby następował progres motywacji wewnętrznej, to przynajmniej jej nie niszczmy. I w tym obszarze rodzice też mają dużo do zrobienia, przede wszystkim powinni skupiać się na zachęcaniu swoich dzieci do rozwijania zainteresowań, powinni inicjować pozaszkolne działania edukacyjne, interesować się tym, czego uczniowie uczą się, a nie tylko rozliczać w typowy sposób, dopytując się o oceny. Rozmawiajmy z dziećmi o szkole, pytajmy o to, co było interesujące, czego dziecko się nauczyło, o czym chce nam opowiedzieć. Zachęćmy je, by się z nami dzieliło przeżyciami i wiedzą. Takie motywowanie nie jest wcale łatwe i wymaga czasu poświęconego dziecku. Tymczasem obserwujemy w dalszym ciągu odwoływanie się do behawiorystycznych metod pracy z dzieckiem, zarówno wśród nauczycieli, jak i rodziców, i jest to raczej stosowanie przysłowiowego kija i marchewki, a nie kierowanie dziecka na drogę poszukiwania satysfakcji z procesu zdobywania wiedzy i umiejętności.

Jak ocenia ekspertka, ostatnie tygodnie pokazały, że należałoby się też zastanowić nad ofertą szkół w ramach zdalnego nauczania. Zwłaszcza, że kształcenie na odległość może się upowszechnić w przyszłości.

- Okres uczenia się poza szkołą nie powinien być czasem straconym. Dostrzegam szansę na to, by u dzieci rozwijać zamiłowania czytelnicze i własne zainteresowania. Jest to okazja, by zadawać im takie prace, które nie są typowymi szkolnymi zadaniami. To może być okazja do tego, żeby dzieci na przykład zakładały hodowle, prowadziły dzienniczki obserwacji i wymieniały się informacjami i spostrzeżeniami z kolegami, zadzwoniły do dziadków i przeprowadziły z nimi rozmowę na zadany temat, realizowały twórczą aktywność – podejmowały próby literackie, zajmowały się malowaniem czy ilustrowaniem tekstów, wymyślały dla swoich kolegów zadania matematyczne itp. Trzeba pamiętać, że dzieci inaczej niż dorośli konstruują wiedzę. Im są potrzebne doświadczenia, przeżycia, informacje, które muszą zostać przez nie przetworzone, żeby tworzyła się wiedza. Zatem takie zdalne nauczanie nie może się ograniczać tylko do przesyłania im materiałów zawierających do wykonania zadania i ćwiczenia. Lepiej szukać takich alternatyw, niż udawać, że zdalnie można przeprowadzić „normalne” lekcje.

Część rodziców zwraca też uwagę, że w ciągu tygodni zdalnego kształcenia dzieci przyzwyczaiły się do większego luzu podczas nauki: same wybierały, gdzie im najwygodniej siedzieć, albo w jakiej pozycji lubią czytać czy pisać, czasem same decydowały, kiedy zrobić przerwę. Profesor Małgorzata Głoskowska-Sołdatow komentuje:

- Ja życzyłabym wszystkim dzieciom, wszystkim uczniom, żeby – jak to zostało określone - na luzie mogły być prowadzone wszystkie zajęcia w szkole. Żeby szkoła nie kojarzyła się z dyscypliną, rygorem, drylem, który ogranicza aktywność dzieci. Zwłaszcza dzieci małe mają naturalną potrzebę ruchu, aktywności, która musi być tu i teraz realizowana, potrzebują więcej swobody i przyjaznej atmosfery. Mam nadzieję, że okres społecznej kwarantanny będzie dla szkoły również pretekstem do refleksji, czy nie warto byłoby wprowadzić zmiany w sposobie pracy z uczniami. W powszechnym odbiorze nadal kojarzymy szkołę z siedzeniem w ławce, przed tablicą czy komputerem, z uczniami z podręcznikiem w ręce, skupionymi na wykonywaniu jakiś konkretnych ćwiczeń i zadań. Dziś szkołę powinniśmy widzieć inaczej, jako miejsce, gdzie każdy uczeń ma szansę na rozwój i realizację własnych potrzeb edukacyjnych, niekoniecznie w ławce szkolnej i sali lekcyjnej. Może zatem pewne elementy zdalnego kształcenia warto wykorzystywać również poza okresem trwania pandemii.

 

rozmawiała Katarzyna Dziedzik