Prof. Marcin Sielezniew – naukowiec, który zaraża pasją. Do motyli

Czasem czuje się jak himalaista, który przed wejściem na szczyt czeka na okienko pogodowe. Bo badanie motyli, wbrew pozorom, do najłatwiejszych nie należy. W końcu to dzieci słońca, fascynujące i ulotne, którym trzeba poświęcić czas. Ale dr hab. Marcin Sielezniew, prof. UwB z Wydziału Biologii nie narzeka i nie marudzi. Tym bardziej, że Podlasie jest świetnym miejscem do obserwacji motyli.

- To jeden z najciekawszych regionów pod względem możliwości badań motyli w Polsce. Jest np. taki motyl szlaczkoń szafraniec, który w Polsce ostał się prawdopodobnie już tylko w Puszczy Knyszyńskiej. A biorąc pod uwagę obszar Unii Europejskiej, to występuje jeszcze jedynie w Rumunii. To oznacza, że na Podlasiu można prowadzić badania, które są unikalne w skali europejskiej – mówi dr hab. Marcin Sielezniew, prof. UwB.

Osobiście przekonuje się o tym od 14 lat. Tak długo jest bowiem związany z Uniwersytetem w Białymstoku. Na naszą uczelnię trafił, jak przyznaje, trochę przypadkowo.

- Nie szukałem wtedy pracy. Pracowałem w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na Wydziale Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu. Jako pracownik tej uczelni przyjechałem do Osowca nad Biebrzę na motylowe sympozjum. Tu spotkałem dr. (teraz profesora) Mirosława Ratkiewicza - pracownika ówczesnego Instytutu Biologii UwB. W luźnej rozmowie zdradziłem mu, że może kiedyś chętnie bym się przeniósł w inne miejsce Polski, najchętniej na ścianie wschodniej. Okazało się, że wolne miejsce jest właśnie w Białymstoku w dawnym Zakładzie Zoologii Bezkręgowców. A ponieważ miałem wtedy potrzebę radykalnej zmiany w życiu – tego samego dnia pojechaliśmy do Instytutu Biologii, aby porozmawiać z jego dyrektorem, którym był wtedy prof. Jan Taylor. W ciągu 24 godzin podjąłem decyzję o zmianie pracy i miejsca zamieszkania. To była dobra decyzja – opowiada prof. Marcin Sielezniew.

Docenia to, że Białystok jest miastem średniej wielkości, łatwo się po nim poruszać i nie trzeba tracić dużo czasu czy to na dojazdy na uczelnię, czy też wyjazdy w teren. W promieniu mniejszym niż 100 km jest doskonała baza badawcza.

I w takich okolicznościach przyrody biolog z UwB mógł zająć się tym, co fascynuje go najbardziej – naukowymi obserwacjami motyli. Pasja połączona z wiedzą szybko zmieniły się w sukces. Prof. Sielezniew to obecnie jeden z najbardziej znanych badaczy w Polsce i wielki popularyzator tych wyjątkowych owadów. Jest autorem blisko 100 publikacji naukowych i ponad 200 artykułów popularno-naukowych. Wspólnie z Izabelą Dziekańską podejmują również szereg działań na rzecz ochrony motyli, a także starają się rozwinąć w Polsce oparty o wolontariuszy monitoring motyli w ramach europejskiej sieci. Są współzałożycielami Towarzystwa Ochrony Motyli, które reprezentuje w Polsce Butterfly Conservation Europe. Obydwoje chętnie dzielą się też swoją wiedzą w mediach - w końcu o motylach można ciekawie opowiadać godzinami. Razem napisali książkę „Fauna Polski. Motyle dzienne”, a niedawno ukazała się kolejna – „Motyle dzienne Białegostoku”.

Za badania zagrożonych gatunków motyli w Puszczy Knyszyńskiej prof. Sielezniew otrzymał w 2020 roku nagrodę naukową Oddziału PAN w Olsztynie i Białymstoku.

- Mam to szczęście, że z Izą nie tylko dzielę życie, ale też swoją pasję naukową. Razem wyjeżdżamy na obserwacje motyli, często zabieramy ze sobą dzieci. Oczywiście stanowi to pewne wyzwanie, ale na szczęście niektóre ze stanowisk badawczych są jednocześnie świetnymi placami zabaw. Poza tym Aurelia (imię pochodzi od motyla – przeplatki aurelii) i Gustaw coraz częściej pomagają nam w badaniach. Byli też pierwszymi „recenzentami” książki o motylach dla dzieci, którą Iza napisała i zilustrowała. Tak więc jak widać motyle są nierozerwalną częścią naszego codziennego życia rodzinnego, co na pewno czasem je komplikuje, ale też sprawia że jest wyjątkowe – dodaje biolog.

A jak zaczęła się przygoda z motylami?

- Interesowały mnie już w dzieciństwie, choć nie mam w rodzinie tradycji związanej z tymi owadami. Raczej słyszałem, że pewnie z tego wyrosnę. Rodzice wspominali też, że jako dziecko lubiłem oglądać bajkę o Makowej Panience i motylu Emanuelu. Bardzo mnie fascynowała. Czy to był faktyczny początek mojej pasji – trudno powiedzieć – śmieje się naukowiec.

Dodaje że zainteresowanie motylami w młodości nie jest niczym nadzwyczajnym wśród naukowców reprezentujących nauki przyrodnicze.

- Choć potem najczęściej zajmują się czymś „poważniejszym”, bo dla wielu osób motyle to tematyka mało poważna, taka dla lekkoduchów. Często jesteśmy pytani, po co są te motyle, po co je chronić. To my wtedy odpowiadamy: a po co chronić żubra? Ludzie lubią postrzegać przyrodę jako bilans zysków i strat. Chcemy najczęściej chronić to, co przynosi nam korzyści lub ewentualnie np. jakieś charyzmatyczne okazałe zwierzęta. Motyle są zapylaczami, szczególnie wiele ciem świetnie sprawdza się w tej roli, a poza tym z motyli są też inne korzyści, choć może dla niektórych nieoczywiste. Te wyjątkowe owady dają nam radość, nie boimy się ich i ogólnie postrzegamy jako sympatyczne, przynajmniej w postaci dorosłej. Są też grupą bardzo dobrze zbadaną i mogą być traktowane jako wskaźniki. Wrażliwie reagują na zmiany środowiskowe. Jeżeli będziemy chronili motyle, to przy okazji będziemy chronić więcej aspektów różnorodności biologicznej – podkreśla biolog z UwB.

Dodaje, że w Polsce występuje ponad 150 gatunków motyli dziennych, z których  ok. 120 można spotkać na Podlasiu. Niektóre z nich żyją w postaci dorosłej tylko kilka – kilkanaście dni, inne – kilka tygodni.  Obserwować można je głównie wiosną i latem.

- Musimy być wtedy dyspozycyjni. Czasem naszą pracę można porównać do himalaistów, którzy z wejściem na szczyt czekają na okienko pogodowe. Pamiętajmy, że motyle to dzieci słońca. Kiedy słońce się chowa, one też praktycznie znikają. Poza tym nigdy do końca nie wiadomo, kiedy nasz aktualny obiekt badawczy się pojawi. A to dlatego, że pogoda w Polsce jest nieprzewidywalna, szczególnie w dłuższej perspektywie czasowej. Okres lotu danego gatunku może się różnić między sezonami nawet o kilka tygodni. No cóż, taki mamy klimat! Nierzadko wyjazd w teren trzeba planować z dnia na dzień, a w związku z tym pogodzenie badań z aktywnościami niemotylowymi, w tym spotkaniami z rodziną czy znajomymi stanowi duże wyzwanie. A o „normalnych” wakacjach to właściwie można zapomnieć  – podkreśla prof. Sielezniew.

Ale swojej życiowej pasji na rzecz innych aktywności porzucać nie zamierza. Dalej będzie podążał tropem motyli. Pytany o ulubione gatunki jako pierwsze wymienia modraszki. Bardzo lubi też motyla o wdzięcznej nazwie - zorzynek rzeżuchowiec, którego można spotkać tylko wiosną.

Czego powinno się życzyć badaczowi motyli?

- Żeby obiekty jego badań nie wyginęły. Motyle znikają na naszych oczach. Dlatego każdy badacz motyli ma również moralny obowiązek działać na rzecz ich ochrony – odpowiada naukowiec.

Rozmawiała Marta Gawina