O sporcie i o studiach, o wielkich sukcesach i porażkach, które uczą, o Uniwersytecie w Białymstoku, który wspiera „sprintem”, pomaga rozwijać się naukowo i trenować, o podróżach i łamaniu granic oraz o tym, dlaczego trzeba mieć marzenia – opowiada Ada Majewska, studentka filologii angielskiej na UwB i zawodniczka Klubu Juvenia Białystok. - Może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale studiowanie daje mi wytchnienie i pozwala odskoczyć od wymagającego życia sportowego – z uśmiechem wyznaje studentka UwB.
Filolożka na łyżwach – czy tak może zaczynać się opowieść o Tobie?
Ada Majewska, studentka filologii angielskiej na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu w Białymstoku: Myślę, że to dobre określenie (uśmiech). Gdyby nie łyżwy i podróże, nie czułabym potrzeby mówienia i pisania po angielsku. Gdyby nie język angielski, nie nawiązałabym wielu wspaniałych znajomości na studiach i różnych imprezach kulturalnych oraz sportowych.
Mówiąc o łyżwach, myślimy o short tracku, czyli o dyscyplinie, w której od lat odnosisz sukcesy krajowe i międzynarodowe. Wspomnę tylko o informacji z ostatniej chwili: niedawno w Gdańsku wywalczyłaś tytuł wicemistrzyni Polski na dystansie 1500 metrów! Wcześniej informowaliśmy np. o złotych medalach w międzynarodowych zawodach z cyklu Danubia Series w Sanoku, czy sukcesie w Pekinie. Z których sukcesów sportowych jesteś szczególnie dumna?
Moje sportowe sukcesy, to brzmi bardzo poważnie. Na pewno są takie wydarzenia, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Pamiętam, jak udało mi się zakwalifikować na Mistrzostwa Świata Juniorów w 2023 roku, które odbyły się w Dreźnie. Tam „zjadł” mnie strach i trema, ale warto było tego doświadczyć. Potem były zawody w Budapeszcie i Mistrzostwa Europy Juniorów w Turynie. Tam już nie dałam się nerwom, a potem w 2023 roku pojechałam na Puchar Świata do Chin i Korei. W Pekinie startowałam w sztafecie, która po raz pierwszy w historii polskiego short-tracku zdobyła medal. To było wspaniałe uczucie - jeździć przy pełnych trybunach z tak świetnymi zawodniczkami jak Nikola Mazur czy Kamila Stormowska. Muszę wspomnieć też wydarzeniu dla mnie szczególnym - o Turynie – Uniwersjada2025. To były pierwsze zawody po kontuzji, która wyeliminowała mnie ze starów. Osiem miesięcy wracałam do pełnej formy. Poznałam wtedy, co to dorosły sport i samotność oraz odkryłam na kogo naprawdę mogę liczyć. Tutaj chcę wspomnieć o moim Klubie Juvenia Białystok oraz o trenerach Dariuszu Kuleszy i Bartoszu Konopce. Gdy wiele osób pytało, czy już kończę ze sportem z powodu kontuzji, oni cierpliwie ze mną trenowali. Dzięki Polskiemu Związkowi Łyżwiarstwa Szybkiego mogłam korzystać z fachowej rehabilitacji. To były dla mnie najtrudniejsze i najdłuższe „zawody”, bo sama musiałam się podnieść. Dlatego gdy mogłam wziąć udział w międzynarodowej zimowej Uniwersjadzie w Turynie 2025 - to dojście do ćwierćfinałów i życiówka na 1000 m były zupełnie jak wygrana.
Kiedy po raz pierwszy włożyłaś łyżwy na nogi i kto Cię do tego namówił?
A to zaczęło się tak zwyczajnie. Najpierw na łyżwy chodziliśmy z całą rodziną: rodzice, ja, siostra i brat. Potem, gdy byłam w trzeciej klasie w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku, raz w tygodniu zabierała nas na lodowisko trenerka Laura Chrzanowska. Pod jej okiem trenowałam również od IV do VI klasy. W międzyczasie proponowano mi i mojemu bratu hokej oraz klasę pływacką. Jednak short-track zawsze był najlepszy i najważniejszy.
Kiedy rozpoczęłaś profesjonalne treningi? Jak one przebiegają i ile dni w tygodniu spędzasz w łyżwach?
Jak już wspomniałam, trenować zaczęłam od IV klasy szkoły podstawowej. To były codzienne treningi, od poniedziałku do piątku. Potem stawały się coraz bardziej intensywne. Teraz na lód wchodzę każdego dnia, poza niedzielami. Uzupełniam treningi o siłownię i rower. Zwykle mam dwa treningi dziennie.
Swoją pasję łączysz z nauką: najpierw szkolną, potem uniwersytecką. Jest to bardzo trudne, czy wprost przeciwnie: dla chcącego nic trudnego?
Bardzo bałam się, że nie dam rady, bo short-track zajmuje mi bardzo dużo czasu. Jednak na naszym uniwersytecie spotkałam się z ogromną życzliwością. Oczywiście pracuję i uczę się wszędzie, gdzie tylko jestem. To opanowałam już w szkole średniej. Zaliczam prawie na czas i czerpię przyjemność z tego, że mogę uczestniczyć w zajęciach. Spotykam ciekawych ludzi, mam tu przyjaciół. Może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale studiowanie daje mi wytchnienie i pozwala odskoczyć od wymagającego życia sportowego (uśmiech).
Na Uniwersytecie w Białymstoku studiujesz filologię angielską. Czy wybór kierunku ma związek np. z licznymi wyjazdami zagranicznymi?
Tak. Już wcześniej język angielski towarzyszył mi podczas obozów i treningów. W czasie jednego z sezonów przygotowawczych, na każdym obozie mieszkałam z koleżanką z Ameryki, a na zawodach nawiązałam znajomości z zawodnikami z innych krajów. Te kontakty spowodowały, że pomyślałam, że język angielski to jest to, co chciałabym studiować. Fascynuje mnie rozpoznawanie i słuchanie ludzi z różnych krajów. Poza tym lubię język angielski, jego melodię i uniwersalność. Zanim wybrałam uczelnię, straszono mnie, że jeżeli zostanę w sporcie, to nie dam rady studiować. I tu wychodzi moja prawdziwa natura. Podeszłam do obowiązków, jak do treningów i po prostu musiałam dać radę.
A dlaczego Uniwersytet w Białymstoku?
Przyznam, że na początku nie byłam do końca przekonana do studiowania w Białymstoku. Moje rodzeństwo studiuje daleko od domu i ja też o tym myślałam. Po maturze złożyłam dokumenty na UwB oraz na Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zostałam przyjęta przez obydwie uczelnie. Najpierw bardziej skłaniałam się ku Toruniowi, ponieważ jest tam realizowany program „Kariera dwutorowa”. Powinno to oznaczać, że studentom-sportowcom łatwiej się uczyć. Jednak to Uniwersytet w Białymstoku okazał się lepiej zorganizowany. „Sprintem” została podjęta decyzja o przyznaniu trybu: IOS (Indywidualna Organizacja Studiów), podczas gdy w Toruniu dopiero pod koniec października planowano się tym zająć. Byłam wtedy we Włoszech i bardzo mi zależało na tym, żeby móc studiować. To była trafiona decyzja. UwB to uczelnia zaangażowana w pomoc w organizacji studiów. Atutów jest więcej. To m.in. bardzo życzliwi i ciekawi wykładowcy, ciekawe zajęcia (niektóre trudne, ale czuję, że uczę się czegoś nowego) oraz super atmosfera. Jednym słowem mogę się tu rozwijać i nadal trenować.
Czy sportowy duch pomaga w radzeniu sobie ze naukowym stresem, egzaminami?
Na pewno. Szczególnie dyscyplina, którą mam wpojoną przez treningi. Ciągłość pracy i jej samodzielny charakter jest bardzo zbliżony do tego, co wykonuję na co dzień na lodowisku. W moim przypadku nauka i sport wzajemnie się uzupełniają. A stres – ten pojawia się często i staram się by mi pomagał, a nie blokował.
Jak Twoje sportowe sukcesy odbierane są przez innych studentów, wykładowców?
I to jest właśnie super na naszej uczelni! Zawsze słyszę ciepłe słowa, a jak nie udaje mi się dotrzeć na czas, to spotykam się z wyrozumiałością i chęcią pomocy. Mogę uczciwie powiedzieć, że mam świetnych kolegów i koleżanki. Ciepłe słowa i zainteresowanie wynikami sportowymi okazują mi również wykładowcy. Ciekawostką jest fakt, że spotkałam wśród kadry naukowej osobę, która również jeździła na panczenach. Jak nie lubić takiej uczelni?
Dużo podróżujesz, dlatego chcę Cię zapytać, jak na tle innych miast - polskich i zagranicznych - wypada Białystok?
Uwielbiam wracać do Białegostoku. Jest czysto, zielono, ludzie są mili. A polska i nasza podlaska kuchnia nie mają sobie równych. Pekin, Turyn, Budapeszt czy Seul są piękne i warto je zobaczyć, ale po długich wyjazdach z przyjemnością wracam do Białegostoku. Wtedy biorę mojego psa i idę na spacer, by podziwiać i odpoczywać w pięknym otoczeniu naszego centrum lub w zielonych parkach.
Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
Jeszcze nie wiem, co mnie czeka. Na pewno chcę skończyć filologię angielską i dalej trenować. Short-track jest nieprzewidywalny i tak podchodzę do mojego życia. Zobaczymy, co się uda.
Czego należy Ci obecnie życzyć?
Tego, bym mogła nadal czerpać radość z jazdy na łyżwach. Chciałabym łamać swoje granice i być coraz szybszą. Dążę do osiągnięcia wymarzonych czasów. Do tego potrzebuję zdrowia, trochę szczęścia i wytrwałości. Jak będzie prędkość, będą wielkie zawody.
I na koniec – dlaczego warto podążać za swoimi marzeniami?
Marzenia dają szczęście, pozwalają wyznaczyć cel. Dzięki nim czujemy, że robimy ważne rzeczy.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Marta Gawina
Strona internetowa powstała w ramach projektu „Nowoczesny Uniwersytet dostępny dla wszystkich”
(umowa nr POWR.03.05.00-00-A007/20) realizowanego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój.
W ramach naszego serwisu www stosujemy pliki cookies zapisywane na urządzeniu użytkownika w celu dostosowania zachowania serwisu do indywidualnych preferencji użytkownika oraz w celach statystycznych. Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności Uniwersytetu w Białymstoku. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.