Za wiatrem gnać w tej pieśni rytm... czyli prawnik z UwB na szantowej scenie i z artystycznym stypendium od Marszałka Województwa Podlaskiego (podcast)

11.06.2026

O prawie i muzyce, o scenie szantowej i zespole The Pioruners, o uniwersyteckim chórze – od którego wszystko się zaczęło i tekstach, które powstają nocą – opowiada dr hab. Mariusz Mohyluk z Zakładu Prawa Rzymskiego i Łacińskiej Kultury Prawnej na Uniwersytecie w Białymstoku i stypendysta Marszałka Województwa Podlaskiego w dziedzinie twórczości artystycznej.

Tę rozmowę zaczniemy nietypowo:

 Nie można na lądzie przecież gnić,
Nie wolno z losu tego kpić,
Wystarczy na morze, skoro świt,
Za wiatrem gnać w tej pieśni rytm...


To fragment piosenki „Za wiatrem”, której autorem i kompozytorem jest prawnik z Uniwersytetu w Białymstoku i gość naszego podcastu. Zgadza się?

 

Dr hab. Mariusz Mohyluk z Wydziału Prawa UwB: Zgadza się.

 

To idźmy jeszcze w te prawno-muzyczne tony: z jednej strony mamy Zakład Prawa Rzymskiego i Łacińskiej Kultury Prawnej na Uniwersytecie w Białymstoku – Pana codzienne miejsce pracy, a z drugiej zespół The Pioruners, którego jest Pan współzałożycielem. Co jest bliższe Panu Profesorowi?

 

Praca na Wydziale jest równie bliska mojemu sercu, jak śpiewanie z zespołem. Nie widzę jakiejś różnicy, staram się zaangażować i jako prawnik, i jako muzyk. W pracy też muszę być twórczy, pisząc artykuły, monografie, przygotowując się nawet do zajęć. Stopień zaangażowania jest ten sam, nie różnicowałbym tego.

 

Czyli w żaden sposób praca prawnika nie wyklucza się z pasją muzyczną.

Nie.

 gala_2026-mohyluk.jpg

Cytowana piosenka znajdzie się na płycie „Za wiatrem”, która już za kilka miesięcy zostanie wydana także dzięki stypendium Marszałka Województwa Podlaskiego w dziedzinie twórczości artystycznej, które Pan otrzymał kilka miesięcy temu. To było wielkie wyróżnienie?

 

Niewątpliwie, ale też wielkie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się tego stypendium. Wniosek złożyłem chyba jesienią ubiegłego roku i zapomniałem o nim. Później - ni stąd, ni zowąd - zajrzałem na swoją pocztę, a tam było zaproszenie na galę. To był bardzo miły marcowy prezent, którym byłem zaskoczony, ale i też bardzo szczęśliwy. To dało mi dużą motywację,  że jednak to, co się robiło i to, co się robi ma sens, że ktoś to dostrzegł. Będzie to już właściwie trzecia płyta Zespołu The Pioruners. Natomiast tutaj był taki wymóg, że stypendium nie jest przyznawane jakiemuś podmiotowi, zespołowi, tylko indywidualnie. Stąd mój pomysł na nazwę tego podmiotu wykonawczego: Byku&The Pioruners. Bo wiadomo, że bez Piorunersów bym tej płyty nie zrealizował. Ten pomysł został zaakceptowany i z tego się bardzo cieszę.

 

Serwy, Okręty, Żagle w górę na Dojlidy, Ave Maria do jeziornej kapliczki, Morski kwiat, - to tylko niektóre z tytułów piosenek, które znajdą się na płycie. Czy będzie to płyta głównie dla miłośników wodnych opowieści, czy wprost przeciwnie?  

 

Nie. Ta płyta, ma być skierowana do wszystkich, którzy będą chcieli jej posłuchać, a nie do jakiegoś wąskiego grona. Pragnę zauważyć, że tytuły, które pani przeczytała, są takimi notatkami, momentami jest to modlitwa. Chciałbym, żeby te utwory trafiły nawet do osoby, która kompletnie nie interesuje się żaglami, wodą, ale po prostu lubi muzykę.

 

Panie Profesorze, jak zaczęła się Pana muzyczna pasja? Podobno od uniwersyteckiego chóru.

 

Tak, od chóru uniwersyteckiego. Od razu, gdy tylko rozpocząłem studia, był nabór do chóru. Zdecydowałem się, poszedłem na próbę i pan dyrygent profesor Edward Kulikowski przyjął mnie. Z uśmiechem na twarzy zaprosił i ku jego zdziwieniu, - bo bardzo się zdziwił - stwierdził, że jestem basem i to niskim, bo był przekonany, że jestem tenorem. Od tego się to zaczęło. A później - właśnie w chórze - pojawiło się paru „wariatów” i pomyśleliśmy: kurczę, może wystąpimy na „Kopyści” (festiwalu piosenki żeglarskiej), bo ta impreza  szantowa była właśnie w Białymstoku. Dlaczego nie? Potrafimy śpiewać? Potrafimy! No i tak to się zaczęło.

 

Który to był rok?

 

W ubiegłym roku obchodziliśmy 35-lecie zespołu, czyli to był 1991 rok.

 

Czyli wszystko rozpoczęło się jeszcze w czasach Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku.

 

Dokładnie, wtedy się wszystko zaczęło.

s3_05189.jpg

 

I jakie to było 35 lat?

 

Super, szczególnie pierwszy okres działalności zespołu, bo wtedy wszyscy nas odkryli. Zapraszano nas wszędzie. W Polsce występowaliśmy praktycznie na wszystkich scenach szantowych i dosłownie tydzień w tydzień byliśmy w trasie. Później jakby ta euforia opadła i troszeczkę rzadziej jeździliśmy, ale cały czas zespół funkcjonował, lepiej, gorzej.

Tutaj takim potężnym bodźcem dla zespołu, że jednak coś znaczymy, było na przykład uzyskanie Grand Prix w 1992 roku w Gdyni. To był ogromny sukces zespołu, moment, który spowodował, że staliśmy się rozpoznawalni. Nadal jesteśmy znani, kojarzeni jako The Pioruners z Białegostoku, który śpiewa szanty i wykonuje piosenki żeglarskie.

 

A dlaczego muzyka szantowa?

 

Spodobał mi się pomysł, że możemy stworzyć taki zespół. Faceci śpiewają twardo, męsko. Nie są to jakieś skomplikowane utwory. I nawet nie myślałem czy to żagle, czy nie. Ważny był sam fakt tego wspólnego śpiewania i jeszcze te bodźce typu:  wspólne wyjazdy, wspólne spędzanie czasu. To było coś nieprawdopodobnego, to był naprawdę fajny okres.

 

Żeglarskie wyprawy też się Panu zdarzają?

 

Zdarzają. Mieliśmy z zespołem dwie takie wyprawy, na jeziorze Necko i na jeziorze Rajgrodzkim. Zdarzało się, że robiliśmy tam swoje warsztaty z rodzinami - kto miał już wtedy -  i sobie ćwiczyliśmy. Natomiast ja nie mam swojej żaglówki, nie jestem jakimś tam wielkim pasjonatem pływania. Jest to oczywiście fajna przygoda. Jeśli mogę w tym uczestniczyć, jako członek załogi, to bardzo chętnie.

 

Wspomnieliśmy w rozmowie, że jest pan autorem i kompozytorem jednocześnie. Skąd pan czerpie inspiracje?

 

Od tego Najwyższego - tak powiem, bo czasami mam coś takiego, a z reguły dzieje się to w nocy, między czwartą a piątą, że nagle się budzę z pomysłem i notuję szybciutko jakiś zarys. Później w ciągu dnia to rozbudowuję. Często się zdarza, że ten pomysł jest słaby i wyrzucam go do kosza. Natomiast zauważyłem taką pewną regularność, że ten mózg o tej godzinie zaczyna twórczo działać.

Czasami, gdy pomysł wydaje mi się dobry, to męczy mnie tak, jakbym - nie wiem - miał dziecko gdzieś w środku i muszę to w jakiś sposób przelać na papier, a później przedstawić zespołowi Nie wiem komu to zawdzięczam, może właśnie temu Najwyższemu, może po prostu to wynika z duszy – chyba tak można powiedzieć. To jest taka moja pasja, taka wewnętrzna konieczność stworzenia czegoś.

 

Zaraża Pan muzyką studentów?

 

To raczej jest temat tabu, chociaż czasami ci studenci pojawiają się na naszych koncertach i wtedy pozdrawiają oczywiście.

 

A są zaskoczeni?

 

Tak, zdarzało się to parę razy, ale widzę, że sympatycznie odbierają całą sytuację. To jest taka niezręczna sytuacja i ja tego tematu nie poruszam. Oni wiedzą, ja wiem, że oni wiedzą i czasem się spotykamy. Jak będą mieli szansę i szczęście spotkać mnie gdzieś na koncercie, to zapraszam też do rozmowy. Natomiast rozumiem, że ten dystans na uczelni jednak jest.

 

Czego muzycznie słucha Pan Profesor?

 

Oj wszystkiego (uśmiech).

 

Rozumiem, że nie tylko szanty i nie tylko muzyki poetyckiej.

 

Nie tylko. Słucham muzyki klasycznej - nie nazywam jej poważną - nazywam klasyczną, jazzu. Oczywiście bardzo też lubię dobrą muzykę popową. Mam swoich ulubionych kompozytorów jak Mahler, czy Beethoven - mogę ich słuchać na okrągło. Cóż jeszcze – soul. Właściwie słucham każdego gatunku tylko jakoś nie przepadam za disco polo, chociaż uważam, że to też jest taki rodzaj muzyki ludowej. Ludziom się podoba, tańczą, bawią się przy tym świetnie i bardzo dobrze.

 

Proszę nam zdradzić, jak teraz będą wyglądały prace nad przyszłą płytą.

 

Powiem tak, mam pełny etat tutaj na uczelni, na Wydziale Prawa i teraz otworzył się drugi etat związany z płytą. Codziennie, trzeba wykonać kilka, kilkanaście telefonów, upewnić się czy dany muzyk/wokalista będzie. Wszystko notuję w kalendarzu: jak ten utwór widzisz, czy jesteś za i tak dalej. Rozmawiam przede wszystkim z członkami zespołu The Piorunes. Mamy już umówione studio, którego właściciel jest świetnym, wszechstronnym realizatorem. To bardzo ważne, bo na naszej płycie będzie też muzyka chóralna.

 

Jednym słowem – nie możemy się już doczekać finału, który jest zaplanowany na wrzesień.

 

Ja też nie mogę się doczekać.

 

Jaka jest Pana Profesora ulubiona piosenka – ta własna, ta stworzona np. w nocy między 4 a 5 nad ranem?

 

 Najbardziej chyba jestem zadowolony z piosenki „Za wiatrem”, choć ona nie została napisana w nocnych okolicznościach. Pamiętam, że leżałem chory - dość poważnie - i po prostu zacząłem pisać w ciągu dnia, może z nudów. Co ciekawe, melodia powstawała od razu razem z tekstem. To samo się układało i dlatego jest bardzo spójne.

Bardzo podobają mi się też „Okręty”.  Udało mi się znaleźć tekst napisany przez Władysława Szlengela chyba w 1938 roku, czyli pod koniec II RP. Spodobał mi się jego przekaz, który jest taki uniwersalny. Czytając ten tekst, czułem od razu, jak układa się do niego melodia. Oczywiście musiałem troszeczkę zmienić tekst, żeby dopasować go do melodii. Z tego utworu też jestem bardzo zadowolony.

 

Za niedługo, mam nadzieję, wszyscy będziemy mogli się  o tym przekonać.  Na koniec - czy Białystok jest dobrym miejscem dla ludzi twórczych?

 

Tak, nie mam tutaj żadnych wątpliwości. Dużo się dzieje. Ludzie mają możliwość pokazania w na wystawach swoich obrazów, ja mam możliwość występowania na scenie, w różnych okolicznościach i sytuacjach. Gdy byłem na gali wręczenia stypendiów Marszałka Województwa Podlaskiego – to tam pojawili się przeróżni twórcy: i pani - która się zajmuje tkactwem, i pani - która maluje obrazy, i pan – który jest DJ. I to było niesamowite, ponad 30 osób na scenie, każdy uśmiechnięty, zadowolony.

To ważne, by zauważać twórców, bo gdyby nie stypendium, to chyba nie podjąłbym się wydawania płyty. W zespole nie było tego bodźca, żeby nagrać jeszcze jedną płytę. Stypendium spowodowało, że w zespole znów zaiskrzyło, że trzeba coś zrobić. Uprzedziłem chłopaków, że to są tylko moje utwory - bo w ramach stypendium ważny był warunek autorskości. Zespół to zaakceptował, zresztą od paru ładnych lat, gramy wiele z tych utworów, więc nie było problemów. Oczywiście dorzuciłem kilka nowych – jeden z nich jest w realizacji. Poprosiłem kolegę, który jest dyrygentem i organistą, żeby mi rozpisał, zaaranżował ten numer, bo ja nie mam takiego fachu jako muzyk. Nie potrafię tego robić. Potrafię za to ułożyć melodię i słowa.

 

Nie jest Pan z wykształcenia muzykiem?

 

Nie jestem. Muzyka jest moją pasją i wiem, że mam wokół siebie ludzi bardzo przychylnych, którzy mnie wspierają. Na próbach czasami zaczynam nucić, zdradzać pomysł muzyczny no i lecimy z realizacją. Zdarzało się, że niektóre numery zostały odrzucone i leżą gdzieś w szufladzie. A może kiedyś uda się je przepchnąć? (uśmiech).

s3_05251.jpg

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Marta Gawina/Dział Promocji.

Realizacja podkastu Piotr Duniewski/Dział Promocji.

W ramach naszego serwisu www stosujemy pliki cookies zapisywane na urządzeniu użytkownika w celu dostosowania zachowania serwisu do indywidualnych preferencji użytkownika oraz w celach statystycznych. Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności Uniwersytetu w Białymstoku. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.